Time is leaking

Lyrics Rhymes Poems

  1. BiałyRycerz
  2. Libnet
  3. Idiota
  4. Żydzi
  5. Wolność
  6. Tinder
  7. NacjoLib
  8. 3xNIE
  9. SzkodaStrzępićRyja
  10. SilnikSpalinowy
  11. Teleportacja
  12. Elekcja
  13. CzarneChmury
  14. Miasto
  15. ...OAntykoncepcji
  16. StaraFura
  17. Grzybaniema
  18. Nie patrz w Tył
  19. Klik
  20. Fifi
  21. Hultaj
  22. Inaczej
  23. refleksja
  24. Poezja
  25. JabłkoAdama
  26. Życie
  27. Na moście
  28. Człowiek
  29. Nibylandia
  30. Maraton
  31. Wolność...
  32. Tendencje
  33. CóryKoryntu
  34. Konkurencja
  35. Z Warszawy poeta
  36. Polityk
  37. Pali się mocno
  38. Plan boski
  39. Żarty
  40. Jeden i Jakaś
  41. Sztuka
  42. Ogród Chimery
  43. Koper
  44. Świadomość
  45. Proces
  46. Niespodziewana podróż
  47. Ocalenie
  48. Ciężka rola
  49. Materia niekaloryczna
  50. Kto,gdzie,kiedy
  51. 2112
  52. Dwa kawałki mięsa
  53. Esencja
  54. Horyzont Dzwon
  55. Było Jest Będzie
  56. Myśl
  57. Lavvo
  58. Sylwester
  59. ***(hehe)
  60. Playlista
  61. Katedra życia
  62. Wrażenia
  63. Niekontrolowanagra
  64. Wymuszona reakcja chemiczna
  65. Gdzie jestem
  66. Nie depcz po mnie
  67. Ciebie stworzył bóg
  68. Otwarte źródła
  69. Niskie słońce
  70. Przed świtem
  71. Kwiat
  72. Spotkanie
  73. Rymarz
  74. jednopytania
  75. Nic tam nie ma
  76. A tylko
  77. Z głowy żyrafy
  78. Ciepło
  79. pamięć absolutna
  80. Recykling
  81. ***
  82. Czas zarazy
  83. gaz bojowy

$$$


BiałyRycerz


Niewiasta niewinna
w mózgu chorobie
cierpień okrutnych doznaje
Gdy podły złoczyńca
bez krzty sumiena
na zdrowie i życie nastaje
Ona cierpi okrutnie
on za nic cierpienia jej ma
W jej serce słowa jak pociski wbija
nic empatii
zero w sobie ma
Wtem z sieci otchłani
jak piorun
grom z nieba jasnego
rycerz w rajtuzach różowych
wyłania się
Postawny potężny niepokonany
na białym rumaku tu gna
pięść jak bułka chleba
w niej oręż lśniący ma
Już po mnie już po mnie
myśl przemknęła złoczyńcy
jak mgła
skończyło sie babci sranie
zginę tutaj jak pchła
Lecz coż to
aż jak to
czyżby to tylko wirtualna gra
rozpłyną się rycerz jak chmura
acha
bład 404

^

$ $ $


Libnet


Gdy nie wiesz pewnie
czy ważne sprawy dzieją się w świecie
Zajrzyj na libnet
jest w internecie
Prawdę tam poznasz bez cienia kłamstwa
Dowiesz się jaką szują są państwa
Czym są podatki
teorie spiskowe
Jak polityków skrócić o głowę
wychować dziecko poza systemem
Gdzie se postrzelać
jakim KMemem
Co pisał Rothbard
kogo zaorał
Kto strzelał w mieście
czy dobrze strzelał
i czy jest dobry w wojsku generał
O dyktaturze też przeczytacie
albo czy libek modne ma gacie
Mogę wymieniać tak do wieczora
aż lewakowi
i prawakowi zlasuje się kora
Korę mózgową mam tu na myśli
właściwie
niech się im wszystkim to dzisiaj przyśni
Niech się dowiedzą jak będzie w AKAPie
Potem pogodzą z tym co nastanie
Albo zabiją przez rozstrzelanie
lub powieszenie
wszystko mi jedno
aby odbyło się to na pewno
Niech zginą marnie
albo ulegną
Bo jak wiadomo
prawdziwą szansę
na wolność z natury daje jedynie
Libertarianizm bitch

^

$ $ $


Idiota


Nie mam pewności jak to ocenić
Czy zresztą mogłoby to coś zmienić
Bo czujność dzisiaj jest łatwo stracić
Wtedy już szybko jest się zeszmacić
Wystarczy wesprzeć kogo nie trzeba
Polubić
Poprzeć
Zainspirować
Zaufać
Wspomóc
Nie krytykować
Zamiast go olać
Nie wydać jęku
Niech produkuje się bez oddźwięku
Robi się trochę jak chłopak na opak
Aż cię po czasie zupełnie omota
Cóż
Kończysz wtedy zwyczajnie
Jak pożyteczny idiota

^

$ $ $


Żydzi


Kiedy coś się dzieje w świecie
Żyd w tym maczał palce przecież
To powszechna jest opinia
Jak coś złego to ich wina
A ich spryt i aparycja
strach wzbudzały już u Fenicjan
Przez to wszystko lud ten mądry
stał się bardzo niewygodny
Zebrał wtedy swą diasporę
by poczytać razem torę
Po tym wspólnym ksiąg czytaniu
ustalili w jednym zdaniu
Państwo nasze niech powstanie
na tej ziemi obiecanej
nad Egiptem po Jordanie
a zatrzyma na Libanie
resztę potem się zagarnie

Szekel razem mają tyle
co im daje wielką siłę
Wszyscy to już chyba wiecie
pieniądz daje moc na świecie
Nie ma co się dziwić goje
że Żyd weźmie szekle swoje
wykorzysta zachłanności
oraz politpoprawności
na rzecz swojej społeczności
I tak goście w Izraelu
trzeba przyznać jest ich wielu
nie zdejmują czapek z głowy
aby oddać hołd myckowy

^

$ $ $


Wolność


Wolność to stan umysłu
w dużej mierze
w co wierzę
Ciężko jej obejść się jednak
bez porządku przyziemnego
wokół jednostki
człowieka wolnego
dobrowolnie
bez przymusu
Teoria versus praktyka
Wolności zawsze
ten problem dotyka
Sprawa własności
w wolności ważna jest na tyle
że trzeba zdecydować
czy bedziesz ją kraść
czy szanować
zanim wylądujesz w mogile

^

$ $ $


Tinder


W dziewczynach sobie wybiera
bo jest użytkownikiem tindera
Nie wie jednak co z tym zrobić
kiedy realna szansa
na spotkanie nadchodzi
Co napisać
Jak zwabić
żeby szansy nie zabić
Bo on nie ma pojęcia
Chociaż wstawiła zdjęcia
on też zdjęcia wstawił
i w photoshopie ich nie poprawił
Zapytał o radę kolegów
ale nie brał pod uwagę tego
że oni też nie mają pojęcia
zależy im tylko na tym
aby zobaczyć zdjęcia
Rady mu dają poważne
Zrób to
Zrób tamto
Wyślij wiadomość
Jaką
Pozytywną
Nie pytaj o to
bo będzie kurwa sztywno
Bądź sobą kolego
Niezbyt nachalny
one nie lubią tak na początku tego
Przetestuj ją z osobowości literek
może wyjdzie z tego zajebisty numerek
A on się zastanawia
czy nie zachować się jak stoik
tylko tego się boi
że nie wytrzyma
I jak głupi tak stoi
Ani bee ani mee
i sobie tłumaczy
że takiemu prawdziwemu
jak on stoikowi
tak właśnie przystoi
I tyle to trwało czasu lebiego
że match się skończył
I już teraz chuj z tego

^

$ $ $


NacjoLib


Libertariański nacjonalista
to jakaś ściema zajebista
Chce potęgę Polski budować
jak
wolny rynek znacjonalizować
Arabia Saudyjska
za przykład bogactwa przy tym pada
ale pamiętaj
w tym wypadku o ropie naftowej
zapominać nie wypada
Mówię to bez podtekstu jednoznacznie
nie wierzę w te brednie
nacjololo dziwaczne
Pierwsi amerykańscy nacjonaliści
strzelali strzały
które przeciw rewolwerom
na dłuższą metę się nie zdały
Teraz siedzą w rezerwacie
i stać ich albo nie stać na wiele
bracie
Nie będę mówił co kto ma robić
niech każdy sam
swoich racji dochodzi
Nacjonalizm z libertarianizmem
mi się nie skleja
Socjaliści z nacjonalistami
choć będą zaprzeczali
to na tym samym wózku
mimo że inną drogą zawsze jechali
Nie ziębi mnie i nie grzeje
co ludzie robią
że dobrze im się wiedzie
Jak innym nie
a sobie z własnej nieprzymuszonej woli
człowiek sam szkodzi
to niech tak się dzieje
Więc proszę
trzymać z daleka od libertarianizmu
te nacjonalistyczne trzy grosze
Moich ludzi kocham i dlatego szlocham...
posłaniec po raz drugi inspiracje przynosi
choć nikt go o to nie prosił
Wiesz o czym nawijam

^

$ $ $


3xNIE


Nie idź na wybory!
Bo nic to nie da!
Cały system jest chory!

Nie idź na wybory!
Bo to nic nie zmieni!
Cały system jest chory!

Nie idź na wybory!
Bo rozczarujesz się srogo!
Cały system jest chory!

On nie słucha i lezie,
postawić koślawy krzyżyk na papierze.
Na jakiegoś członka,
którego słowo ma wartość taką,
co coś dla niego najmniej wartego!

^

$ $ $


SzkodaStrzępićRyja


Kratka
Krzyżyk
Urna
Szmatka
Nie głosujcie dziś na Tadka
Jarosława czy Barbarę
Bo to wszystko pizdy stare
Nie głosujcie też na innych
co udają tych niewinnych
Wszyscy oni tacy sami
"Zagłosujcie to wam damy"
Rozgrywają łatwo ludzi
Wiem że im się to nie znudzi
Bo gra ta jest warta świeczki
żeby ruchać was owieczki
Jak się dorwą do koryta
to nie bedą o nic pytać
Zrobią to co im pasuje
"Przecież was reprezentuję"
A wy mieć będziecie kaca
Tak się kończy
ta wyborcza syzyfowa praca

^

$ $ $


SilnikSpalinowy


Rymy
rytmicznie
sączą się
ze spalinowej rury.
Niech się elektryk pochwali,
tym który.
Bo takiej rury
nie ma w nim wcale.
I nigdy nie wyda
ryczącego dźwięku,
który
rytmicznie wybije
z cylindra
przez zawór kolektor
prosto,
do wydechowej rury:
widlastej ósemki,
rzędowej szóstki,
czy innej
spalinowej jednostki.
Z zazdrości,
spalą się w nim z paskudnym swądem,
w ciszy,
elektryczne kostki.

A rytm rymu
nie jest prosty
z ryczącej dźwięcznie,
cylindrowej jednostki.

^

$ $ $


Teleportacja


Dzisiaj rymu nie napiszę,
czasem dobrze siedzieć w ciszy.
Chyba że mnie w locie ruszy
to co dojdzie do mych uszu.
Ryk bachorów, zawodzenie,
jakiejś baby pierdolenie.
Procedura startu zmierzi,
zdejmuj buty, coś tu śmierdzi.
A zaś lądowanie gładkie
tym powietrznym, wielkim statkiem,
wcale tutaj nic nie zmieni,
bo co robić na tej ziemi.
Na fabrykę.

^

$ $ $


Elekcja


Z wyborami jest jak z seksem
chodzi tutaj o elekcję
Wiele starań i zachęty
prośby groźby i przekręty
Wzrasta stres oraz napięcie
Rosną skale rosną słupki
ach jak się emocjonują głupki
Ten jest lepszy od drugiego
Tamten nie utrzymał wzwodu swego
Stoi sobie z tym penisem
i przejmuje się swym zwisem
Reszta kandydatów twardo
zachowuje się dość hardo
Utrzymują swe napięcie
przemówienia i przemowy
często w tonie narodowym
W końcu w tym momencie wzniosłym
krwi ciśnienie się podniosło
I do urny idą owce
niosą kartki niosą głosy
w naiwności swojej racji
że to święto demokracji
Biała kartka wpada w szparę
i nie widzą jej już wcale
Jeszcze policzenie głosów
jak ostatnie aktu spazmy
A po akcie jak to bywa
kołdrą na bok się przykrywa
Wam zaś jak niejednej damie
pozostaje to pytanie
O czym myślisz...?

^

$ $ $


CzarneChmury


Zaczyna się w zasadzie,
gdzieś tak w listopadzie.
Mróz po ziemi się kładzie,
trawy pokrywają szadzie.
Szum jazdy wzrasta,
kolce opon szurają szary asfalt.
Ciemność opasa wsie i miasta.
Sprawa jest jasna.
Czarne ptaki.
Czarne chmury.
Czarne, czarne dziury.
Jesień, a w niej:
chmury, chmury, chmury.

^

$ $ $


Miasto


Ciemno, rano,
wjeżdżam w miasto.
Ulica z szerokiej robi się ciasna.
Samochody upchane
jak mak w makowe ciasto.
Światła z okien biurowców,
spływają na chodniki i asfalt.
Zielone, żółte, czerwone,
ruchu wskazują zmianę.
Śpiący, śniący,
ludzie jak automaty
do pracu jadący, idący.
W witrynie sportowej sali,
żywo ruchomą bieżnią, spoceni.
Czy to coś zmieni?
Ptak ciągnie resztkę kebaba
inny dziobie nocnego pawia.
Poranny spacer,
pies wydala na trawnik.
Właściciel się rozglądą,
sprzątnie w torebkę raczej.
Autobusy, tramwaje,
ludźmi rzygają.
Kawy litry, jednorazowe kubki,
tu i tam zalegają.
Rano, miasto,
ciemono brzydko brudno ciasno.

^

$ $ $


...OAntykoncepcji


Antykoncepcja,
to przystępna jest koncepcja,
końca incepcja.
Cywilizacji rozwoju percepcja.
Seksu wolności
dla człowieka przyjemności,
nie tylko rozpłodności.
Stosunku jakości,
pozbawionej potomności.
Poczucia spełnienia
erotycznej rozwiązłości.
Czasem wenerycznej czystości,
przypadkowego pukanka
w trzeźwości i nietrzeźwości.
Planowania rodziny, życia,
w stadzie i samotności.

^

$ $ $


StaraFura


Jeden drugi trzeci czwarty
starszy droższy młodszy tańszy
Tu wgniecenie a tam rysa
olej cieknie rura zwisa
Rdza pożera błotnik z tyłu
dziura w progu wszystko zgniło
Świetna fura to jest przecież
ciepło w środku w niej jest w lecie
Stuka resor szumi w moście
dobre radio zróbcie głośniej
Tarcza hamulcowa bije
wycieraczki ruszaj kijem
Niemiec płakał jak sprzedawał
a ja kiepsko blachę spawam
Co mam zrobić z tym przewodem
wstawiał tu ktoś gdzieś halogen
Niech tak zwisa co poradzić
gdzie bezpiecznik gdy wysadzi
W domu jestem już po sprawie
Jutro coś sobie naprawię!

^

$ $ $


Grzybaniema


Jak to każdy grzybek zwykle,
nic nie robię tak jak zwykle.
Stoję tutaj tylko sobie,
jak to grzybek, nic nie robię

Nagle jakiś dziwny zwierz,
podszedł blisko.
Ożeż kurwa, toż to jeż!
Zaklą ostro grzyb pod nosem.
To będziem mieli kosę.

Okularów nie wziął chyba,
będzie jadł mnie, kiego grzyba.
On na serio w swojej głowie,
ubzdurał, że może mnie zjeść sobie.

Niech on zajrzy do atlasu,
widzi, że ja grzyb nie z lasu.
I ten jeż, bez przemyślenia,
wziął się dziarsko do jedzenia.

Kiedy brał go swoją łapką,
grzyb zasyczał:
Już ci się odbiję czkawką.
Słuchaj jeżu, mnie tu nie ma,
niech ci da to do myślenia.

Będzie brzuch cię bolał, główka,
i to nie żadna wymówka.

Igła wkłuła mu się w ramię,
oprzytomniał, zjadł sniadanie.

I na białym korytarzu,
kilka dni snuł się w swym mirażu.
Teraz w domu jeż już jest dni kilka,
wcina jabłko a nie grzybka.

^

$ $ $


Nie Patrz w Tył


Idź człowieku swoją drogą.
Ci co nie chcą lub nie mogą,
niech zostaną gdzieś za tobą.
Nie daj im się powstrzymywać.
Nie daj im się ograniczać.
Bo kto stoi ten się cofa.
A to nie jest sprawa prosta,
bo gdy staniesz w dobrym miejscu,
ciężko ci się ruszyć potem.
Wyjść z komfortu strefy swojej.
Zmotywować jest się trudno.
Dodatkowo gdy jest nudno
i wciśnięty jesteś w fotel,
nie wiesz co z tym zrobić potem.
Czy ambicji twej wystarczy,
by wyjść z tarczą, nie na tarczy.
A porażka cię nie zniszczy,
nie zostawi tylko zgliszczy,
spopielonych twych atomów,
które znikną po kryjomu.
Jak to zrobić, jak się nie dać?
W co to wszystko poukładać?
W zwartą całość złożyć z puzli,
które ciężko jest rozróżnić.
Dopasować w tych krzywiznach
nawet gdy zostanie blizna.
Ta niech przypomnieniem będzie o tym,
że istotą twej istoty,
jest pokonać swe marności
nawet gdy ci da to w kości.
Weź się w garść, zaciśnij pięści,
potem przełam te słabości.
Rusz do przodu,
nie patrz w tył.
Bo to przecież mało znaczy,
jak kto inny na to patrzy.
Nawet jeśli zaraz potem,
w ułomności marnej swojej
tamten zdechnie gdzieś pod płotem.

^

$ $ $


Klik


Spokój
Cyngiel
Klik
Związków starych układów splątanych
Skazę zostawię
w skostniałym porządku
zwyczajach związanych
Konserwatywnej grafomanii
poezji
Sztuki wyższej
tak zwanej
Wybujałej wydumanej
Obłuda
Zaburzę proces poznawczy
Ambitnie!
Czy się uda?

^

$ $ $


Fifi


Ten wiersz to historia
z bajki innej
O Fifi kotce takiej zwinnej
Co się nie szczypie wcale
Może drapnąć dziabnąć
i ugryźć w palec
I nie tylko
Z domu się bez potrzeby nie rusza
Chyba że akurat rusza ją
jej cygańska dusza
Ale nikt do tego jej nie zmusza
Niedawno oszalała
Własny ogon sobie zwyczajnie zjadała
Ale doktor ją uleczył
Choć w diagnozie sam
sobie ostro przeczył
Kosztowało to nie grosze
A Fifi nic sobie z tego nie robi dalej
i ni stąd ni zowąd przestała jeść ogon
ale nie wcale
Teraz dla relaksu się wykłada
i straszy tylko
że znowu zacznie jeść siebie sama
I oczywiście zacznie od punktu
tego samego
od ogona pozostałego

^

$ $ $


Hultaj


To historia jest o kocie
Kocie który już od wielu lat
towarzyszy mi jak brat
Kiedy rodził się
w sierpniowy ciepły dzień
To wiedziałem już po czasie
że to właśnie będzie ten
Czarny kolor z cieniem brązu
bardzo silny był z wyglądu
A szelmowski oka błysk
rozweselał jego pysk
Krótko się zastanawiałem
Hultaj imię mu nadałem
Kilka pierwszych lat żył w mieście
siedział w domu jak w areszcie
A po pierwszej przeprowadzce
śmigał już po trawce i po lesie
gdzie wzrok węch i słuch poniesie
Po następnej przeprowadzce
tam pojechał sobie w klatce
Upolował przed kolacją
wiewiórkę w kolorze rudym
co zaskoczeniem
nie tylko dla niego było dużym
Teraz chociaż jest już starszy
to przyniesie sobie w paszczy
mysz jaszczurkę lub nornicę
Czasem duże sierści kłaki
wyszarpane podczas draki
Ma charakter ma i wnętrze
czego nie ma wielu jeszcze
I historii tej jest sedno
Wszyscy to na świecie wiedzą
każdy kot jest sprytny taki
że spokojnie sobie spada
zawsze na cztery łapy
A charakter i wnętrze jak u ludzi
nigdy się takie samo nie powtórzy

^

$ $ $


Inaczej


Kobieta,
stworzenie dziwne,
na świat ma spojrzenie inne.
W spojrzeniu innym nie ma nic złego.
Nie w tym przypadku.
Sprawa wydaje się prosta,
z ust wypływa odmienna jej postać.
Interpretuje inaczej.
Coś prostego ma tyle dziwnych znaczeń.
Kobieta widzi, słyszy, czuje.
Inaczej.

^

$ $ $


refleksja


blacha rdzawa
sól reakcja
ulica mokra
drogowa akcja

zemsta słodka
gorzkie żale
zero emocji
refleksji wcale

woda zimna
burzące fale
słońce oaza
ryby w kanale

okna mieszkania
garażu brama
ogród owoce
zapachów gama

miał wszystko
ale czegoś
mu jeszcze
brakowało

^

$ $ $


Poezja


Wiecznie żyją ludzie których nie ma
a tylko żywi płaczą po śmierci
miłość zniekształca wszystko
to tylko przetrwanie
seks jest przereklamowany
cierpienie zbędne
pogarda gapi się z boku
inni przytakują
znałem tylko ironię
zanim poznałem sarkazm
chciałbym rozumieć wszystko
byłbym wtedy daleko przed cywilizacją
bakterie kałowe zatruły mi głowę
Uratuję się to tylko chwilowe

^

$ $ $


JabłkoAdama


Rozkład zgnilizna
Nie człowiek przyczyną
Natura jabłko wydała
wężową skórę teraz gubi
Zwodzić nas będzie
twórczym odrodzeniem
By gnić od nowa

^

$ $ $


Życie


Żyję.
Nie ma odwrotu są tylko wyjścia.
Dostałem mapę pocztą elektroniczną.
Nie wytycza drogi, wyznacza punkty
do przeniesienia z podłogi.
Zostało tylko szkic zrobić
i laserem je przenieść na sklepienie.
Zrealizuję zadanie.
Odwrotu dalej nie będzie,
wyjść tyle samo zostanie.

^

$ $ $


Na moście


Zahaczyłem o chmurę,
w oczach pociemniało,
krew spłynęła strugą.
Rzygnąłem bluzgiem.
Oprzytomniałem.
Wciąż szedłem po ziemi.
Kochanie,
nic nie musisz mówić.
Skomentowała ciszą.

^

$ $ $


Człowiek


Odleję się pod tym krzakiem
patrząc z tęsknotą w niebo
Chłód powieki oczy ożywi
deszcz strudzone czoło obmyje

W ciemności słychać wyraźnie
nocne rozmowy ptaków
Śpiew żniwiarza leśnego
mechanicznie wplata się w dialog

Jeszcze raz popatrzę
w gwiazdy zamglone
Taki mały
W dół spojrzę
Taki wielki zarazem

Jak pięknie
Cudownie twórczy jest
w dziele zniszczenia

^

$ $ $


Nibylandia


Z elektrycznego pastucha
sączy się stara płyta.
Deszcz padał a droga i tak niedomyta.
Kot wśród łajna się zwinnie przemyka.
Mucha w szparze okna kona.
Jastrząb kurę ściska w szponach.
Czy ucieknie niezjedzona?
Pies kość z byka sobie chowa
patrzy na to czarna krowa
celebrując kępę trawy
to był kuzyn od zabawy.
Sroka skradła jakieś cacko
chyba kaczki to jest własność.
Żuraw przysiadł za stodołą
opiernicza żurawiową.
W dali słychać zgraję dzieci
co do koni sforą leci.
Wozić dzisiaj nie chcą wcale
rżąc wyrażą swoje żale.
Gospodarza to nie rusza
bo w nim tkwi punkowa dusza.
Ja na sztukę w tym teatrze
z lotu ptaka sobię patrzę.
Ile myśli tyle słów!

^

$ $ $


Maraton


Nie ma równowagi
Nie ma spokoju
Stres żywiołem
adrenaliny zastrzyk
stawia na nogi
w trans wprowadza
Mozolna drogo
mózg rozsadza
śnieg więcej pada
kawa pomaga
zasnąć nie mogę
Szepcze trwoga
coś dostałem
będę na czas
trochę spałem
Na moją korzyść
zacząłem skończę
dobrze że więcej
nie wziąłem
grosze
Od razu odpocznę
wtórnie niedługo
zacznę od nowa
takie mam w kółko
Już jestem blisko
i tak nie na długo
Wszyscy ważniejsi od wszystkich
Dalej
"drogi, kurwa, budują,
a iść nie ma dokąd"


^

$ $ $


Wolność...


Wolność do
niewola
Wolność od
wolna wola
Niewolnik nie zrozumie
dobrowolności
bycia wolnym
od wolności.

Nie żałujmy
Wolności
kości
ości
zostały rzucone

Litość okażę
Ości wolność
więcej wykażę
kości

^

$ $ $


Tendencje


Jestem twórczy
tendencyjnie z zasady
Wiersze piszę
rymy zgubię czasami
W drzewie dłubie
sens wybiję dłutami
Farby w tubie
namaluję pędzlami
Hip hop lubię
zarapuję z bitami
Mam awarię
naprawię kluczami
Siedzę w klubie
zatańczę pijany
Śnieg gdy spadnie
zaświerszczę krokami
Gwiazdy runą
będę biegać szalenie
włóczyć się
po gwoździstym terenie
Hałas życia zagłuszę lasem
jak Dedal latać będę i jak Ikar czasem

^

$ $ $


CóryKoryntu


Z Akrokoryntu migdały
Świątyni Afrodyty kapłanki
drzew tam doglądały
W hołdzie Hetery
na szczęście je noszę
Czasem do nich
wzdycham
a czasem o pomoc
proszę

^

$ $ $


Konkurencja


Właściciel fabryki z Ameryki,
rozpisywał się w limeryki.
Od tego pisania,
przez jednego drania,
produkują teraz Chińczyki.

^

$ $ $


Z Warszawy poeta


Pewien poeta z Warszawy
w hałasie własnej wrzawy
Wiersze piszszsz
Wszystko słyszszsz
Szepcze mu głos głupawy

^

$ $ $


Polityk


Pewien bandyta kaprawy,
chciał załatwić swoje sprawy.
Startował na posła.
Politykiem został.
Teraz kradnie przez ustawy.

^

$ $ $


Pali się mocno


Pali się mocno
na wskroś rozgrzany
nieustajaco gorącym
żarem
Podsycać ognia
nie ma potrzeby
nie wygasa
wcale
Z zimną rozwagą
bez emocji dreszczy
węglem zostawiam
tę skazę
głęboko w chmurze
papier zachowam
zostanę uwięziony
na stałe

^

$ $ $


Plan boski


Jeden poeta z Polski
Wierzył że plan jest boski.
Obciął ręce.
Wbił nóż w serce.
Nie ma już więcej troski.

Jeden poeta z Polski
Wierzył że plan jest boski.
Obciął ręce.
Wbił nóż w serce.
Obóz był nazistowski.

^

$ $ $


Żarty


Żartuje się ze wszystkich
albo
nie żartuje się wcale.
Bez odcieni szarości.
Prosto.
Czarne jest czarne
białe jest białe.
Dlaczego oszczędzać kogoś?
Każdy żartu jest warty.
Nawet gdy życie
na dno ciągnie
nie na żarty.

^

$ $ $


Jeden i Jakaś


Jeden duży z miasta Przedbórz,
bał się tak mocno w burzę, tchórz.
W chacie na wsi się schował.
Z Jakąś sobie folgował.
O strachu więcej nie myślał już.

Jakaś baba ze wsi Dwory,
piekła pysznie do tej pory.
Jeden duży.
Bał się burzy.
Teraz karmi dziwne stwory.

^

$ $ $


Sztuka


Szarą taśmą
przyklejony banan
do ściany

Zjedzony

Szarą taśmą
do sciany
banan przyklejony

Za pół miliona
szarej taśmy i bananów
sztuka się skończy

^

$ $ $


Ogród Chimery


Zanurzyłem się
w nią młody
Z natury zielona
postrzegania fantazję
rozświetla misternie
uplecioną pochodnią

Zbrodnia! Kara!
Krzyczą zawzięci
mali dyktatorzy
gdyby tylko mogli
Tyranami by się stali

Zepchnięty w szarości cień
w starannie wypielęgnowanym
ogrodzie Chimery
kosmos przyziemności
przemierzam dalej
z tlącą głownią w dłoni
Niestrudzenie

^

$ $ $


Koper


Piję koper rano
piję i wieczorem
Dobrze mi to robi
na wnętrzności
faunę oraz florę

^

$ $ $


Świadomość


Dolecę na koniec,
nikogo nie spotkam.
Dotrę na skraj
czy raczej do środka?
Nikogo nie ma,
ciszy jest pustka,
nie dowiem się nigdy.
Jestem energią,
błyskiem magnezji
w czasoprzestrzeni.
Nic nie znaczę.
Mam świadomość.
Co z tego?
Nic to nie zmienia.

^

$ $ $


Proces


Poprawiam
obrazy nawet
podczas wystawy
bo taki niepoprawiony
źle wygląda z drugiej strony
Kurwa
zdecydować
nie umiem kiedy
skończony

nie

zmienia się
patrzę z tamtej strony
Skończony nieskończony
zawsze inny z której
patrzę strony

^

$ $ $


Niespodziewana podróż


Wibracje
nieopamiętanie
obłoków niepokój
spokojne pływanie
W skrawek papieru
sympatycznie wpisana
każdego prowadzi inaczej
Można próbować
bronić się przed nią
lub dać się ponieść
zawłaszczyć
innych kolorów życia paletą
w kokpicie zamknie
w komnacie uwięzi
z kryształu źródła uwolni
Zmęczenie
przyjdzie później
swoją drogą
bez znaczenia
bez istoty

^

$ $ $


Ocalenie


Niech nikt nie będzie więcej głodny
Niech nie brakuje już nikomu
do garnka czegoś włożyć
Warzywa owoce oraz mięso
w laboratoriach dajmy tworzyć
Ja w GMO widzę nadzieję
ludzkości planety ocalenie
lasów deszczowych zachowanie
klimatu zniszczenia powstrzymanie
Chcę fabryk soi bananów pomidorów
w mięsie z probówki widzę przyszłość
Niech z nasion dwóch splecionych razem
wyrasta syta rozmaitość
Chcę energii atomowej
niezależności
reaktora w każdym domu
Węgiel na zawsze pochowajmy
w kopalń najgłębszej ich odchłani
Niech ludzkość się nie zatrzymuje
niech gna pędzi zdobywa
Niech czerpie całymi garściami
z kosmosu nowych źródeł
Aby ci co chcą
naprawdę
Ocaleli

^

$ $ $


Ciężka rola


Próbuję poznać
co w ludziach siedzi
w poezji szukam tej odpowiedzi
Staram się przebrnąć
przez wersów skiby
gdzie bruzdy rymów
liter nasieniem gęsto obsiane
Dolę nielekką poety widzę
łzy gorycz pot
radości tyle
"styrane ręce"
I oczywiscie
głeboko zorany beret

^

$ $ $


Materia niekaloryczna


Chciałbym mieć kocie oczy
widzieć w dzień i w nocy
Lewituję
w szarości ciemności
po omacku
Słońca światło mnie nie dotyka
Ciężka chmura wchłania
wnika
Dociera materia pusta
martwa
niekaloryczna
Czekam aż wszystko się odwróci
Dzień noc na kolana rzuci
Energia się skumuluje
rozproszy bezbarwną masę
skruszy zimną skałę
kolorów iskry rozrzuci
Promieni szpikulcem
lodowe serce kłuć będzie
aż śmierć się rozproszy
Wszystko znów do życia wróci

^

$ $ $


Kto, gdzie, kiedy


Jeden Gazda z jaskini w górach,
stąpał twardo po ziemi nie w chmurach.
Przybyli bandyci,
mundurem okryci.
Kto, gdzie, kiedy będzie ten dzień sznura?

^

$ $ $


2112


wysoko
chmury
pada
góry
zalewa
doły
mgły
tworzy
paruje
szarość
przestworzy
opada
z wysoka
ciąży dla mózgu i oka

^

$ $ $


Dwa kawałki mięsa


W kłębach pary
oparach dymu
duszących liściach
gnijącej mgle
Energią
płomieniem
temperaturą
przyjmuję dłuższy
od nocy dzień
Mocą niczyją
Strawą dla ognia
Strawę dla mnie

^

$ $ $


Esencja


Wyrzyg
emocjonalnej
słodko gorzkiej papki

Płaczcie poeci
gdy autentyczną kurwą
wasze wyobrażenia szpeci

Bezpośrednia
nieprzetworzona prawda

^

$ $ $


Horyzont


Otwiera woda
zamyka skała
Człowiek pomiędzy
bakteria mała

Dzwon

Taki prosty,
a niesie go hen, stąd.

^

$ $ $


Było Jest Będzie


Byłem
niespokojnie
niespokojny
spokojnie
spokojny

Jestem
spokojnie
niespokojny
niespokojnie
spokojny

Będę
spokojny
spokojnie
niespokojny
spokojnie
nie będę

^

$ $ $


Myśl


Rozmyślam
zawsze jest pogoda
Gubią się
Gdzie są
niezapamiętanych szkoda
Wszystkie mieć by się chciało
Może lepiej gdy
nieutrwalone kiepskie złe
Sama myśl to jednak za mało

^

$ $ $


Lavvo


Pod plandeką zieloną
konstrukcją żerdziową
Z ognia w żeliwnej kozie dym
rurą metalową
Lavvo mnie wessało
trochę przetrzymało
Dziwnie się we wnętrzu
z sobą rozmawiało
Był ze mną przyjaciel
Wciągała podłoga
wciągały też ściany
spiralą krętą
komin ozdabiany
Siedzieliśmy na ławce
chodziliśmy w koło
chwilami smutno
chwilami wesoło
Świerkowy las strzelisty
obok był tak gęsty
po części cały po części wyrżnięty
Mokra ściółka wszędzie
droga kiepska wiła
Po kilku godzinach
lavvo odpuściło
Wróciłem do domu
Kiedy o tym myślę
wiem
to się nie śniło

^

$ $ $


Sylwester


Pijaństwo ogień w lesie
nad rzeką swawole
Fajerwerki w beczce
drzemka przy stole
z głośników przeboje
światła kolorowe błyskające
pawie lekkie po łące
Na sofie godzinka relaksu
uff
na szczęście
nie łykałem żadnego siuwaksu
I tak popłynąłem głęboko
północ namierzyłem na oko
Obudziłem się rano
inny numer roku
szum w głowie
reszta wszystko to samo

^

$ $ $


***(hehe)


Gdybyś do "fabryki" już nigdy nie musiał?
Co byś zrobił, gdzie poszedł, gdzie usiadł?
W podróż wyruszył daleką,
płynął niezmierzoną rzeką?
Osiadł w zamku na stałe
robił coś swojego, czy pracował dalej?

Odkryłbym horyzonty nieznane,
polował na mięso, pił świeżą śmietanę.
W myśł się głębiej zagłębił,
nurkował w głębinie głębi.
Sprawdził za górą co czeka.
Jak przedtem trochę narzekał.

Wolność to byłaby wielka
nie przykładać kolejnego kafelka,
nie potrzebować niczyjej pomocy,
sam dla siebie do przodu kroczyć.
Nie budować, nie burzyć,
robić swoje w swojej podróży.
Nie mieć wyrzutów sumienia,
że na lepsze świata nie zmieniasz.

Śmierć uwolni człowieka
z ziemskiego więzienia.

^

$ $ $


Playlista


Dziś na autostradzie
gryzła mnie jedna myśl w zasadzie
oczywista
Życie nie jest jak playlista
gdy się skończy to nie gra od nowa
Zmieniłem kawałek
padało śliska była droga

^

$ $ $


Katedra życia


Wypchnięto mnie w nią
bez pytania
głód
morderstwo
choroba
samobójstwo
tortury
ludobójstwo
...

cierpinie to próba wiary
rzekł klecha
życie jest piękne
napisał poeta

śmiech
krew oczu

^

$ $ $


Wrażenia


noc w pełni
ale jest biało
nie spadł śnieg
to zastygła wilgoć
w białym cieniu
księżyc wilka

^

$ $ $


Niekontrolowana gra


Nic nie wygram, nic nie stracę.
Wyłudzenie!
Chcącemu nie dzieje się krzywda.
Zorganizowany, niekontrolowany
wyciek rymów.
Zostaną wykorzystane do pokonania poezji.
Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie, masz prawo zachować milczenie.

Będzie bezdusznie powtarzać zaprogramowane frazy
- powiedział człowiek.
Jak w partii szachów.
Kombinacje, zimna kalkulacja.
Podlegają analizie i rejestracji, wklepują w kryształ.
Po uruchomieniu, napisze wszystkie wiersze.
Po co to komu?
Technologiczne bezrobocie.
Nic się nie dzieje, ewolucja.

^

$ $ $


Wymuszona reakcja chemiczna


detale
punkty odniesienia
rejestratory przedawkowania
usypiają monotonią powtarzania prędkości
etapy
jeden dwa trzy
dzielą odległość
wolność masz ograniczoną
na wyższym poziomie jebany
poprzedniku!

ta wszechobecna agresja
deja vu?
nie
ten pan tu nie szedł
cały w odblasku przed mostem da Vinci
był metr dalej.

żałuję
że nie jadę w przeciwnym kierunku
odbiciem w krzywym zwierciadle
sztuczny uśmiech
zdrowo na psychikę
wymuszona reakcja chemiczna
zrobię swoje i ...

optymistyczna jest
myśl o powrocie

^

$ $ $


Gdzie jestem


Rozproszone myśli
płaskie wyświechtane
jak gumy wdeptane w podłogę
Niewiele mam dziś do powiedzenia
Zepnę podłączę ułożę
podniosę sprawdzę zdążę
Dużo jest do zrobienia
wciągnę zawieszę
Otoczenie mieszane różnorodne
Przywitam kiwnę odpowiem
bez wyrafinowania
utnę
przejdę popchnę
uskoczę pociągnę skończę
Rozglądam się jak w transie
puste pełne ciężkie lekkie
szczerość sztuczność
normalność zawiść
dowcip uśmiech
profesjonalizm
wyrachowanie
niezdarność
głupota
zapach
światło
ja

^

$ $ $


Nie depcz po mnie


Nikt nikomu nie powinien
narzucać swojej wolności
Każdy inną ma wizję
w których jest wiele sprzeczności
Ja będę się trzymał mojej
nie narzucał
robił swoje
Mówił głośno
Twoja wolność kończy się tam
gdzie zaczyna moja
Atakuję tylko w obronie
Nie depcz po mnie

^

$ $ $


Ciebie stworzył bóg


Jestem
reakcją chemiczną
mutacją
przypadkiem
komórką nowotworową
impulsem elektrycznym
Przyszedłem znikąd
jestem
pójdę donikąd

Ciebie stworzył bóg

^

$ $ $


Otwarte źródła


Zapisana
jest przeszłość
życie to nagrywanie
przetwarzanie zapisywanie
Przyszłość
w przestrzeni
jest spontaniczna
ruch otwartych źródeł
mnożących się pojemnością pamięci

^

$ $ $


Niskie słońce


Karmię się ciepłem
Promienie niskiego słońca
długie
miękkie
opływające
Oślepiają
Mrużę oczy
Pomarańcze
odbite w wodzie
krwiście barwią chmury
Przemieszczam się
Otulony światłem
mruczę bezgłośnie
Pomiędzy wolnością
a jej złudzeniem

^

$ $ $


Przed świtem


Rubinów czerwienią
połyskujące sznury
prowadzą
uciekają
rażą
Diamentów błyskiem
świetliste kolie
zbliżają się
mijają
oślepiają
W ciemności wnętrz
na małej przestrzeni
uwięzione cienie
myśli iloczyn
nieskończony
Zmierzamy
w nieograniczoną ilość celów
ograniczoną ilością ścieżek
Bezruch w ruchu
ruch w bezruchu

^

$ $ $


Kwiat


Gdy dojrzały
wypielęgnowany
ściąć musisz
Zrób to starannie
bez pośpiechu z czuciem
Nie żałuj włożonej troski
Kwiat za życia i po śmierci
zakamarki wyobraźni poruszy
a mocą swoją skostniałe zmysły

^

$ $ $


Spotkanie


Wypić piwa morze
Zabić byka on
dłużej żyć nie może
słowa rozmowa
Czarnym tuszem
porysować skórę
Zachłysnąć się dymem
rozmowa słowa
Zakończyć
przejściem przez czarną dziurę

^

$ $ $


Rymarz


Zdolny rymarz z Osowy,
miał rym zapasowy.
Siodła szył,
z tego żył.
Wyleciał mu z głowy.

^

$ $ $


jednopytania


Dobrowolnie
od wolności
w stronę niewoli
zawsze powoli
ulega pogłębiającej kontroli
błędne rozumienie własności
czym dysponuje
kiedy czyje
komu należy
samoposiadaniem
obcych usuwanie
zgoda jest zgodą
sprzeciw sprzeciwem
uznanie uznaniem
niech to wyjdzie na jaw
niech tajemnicą zostanie
jak zadawać
kto zna odpowiedź
i co się stanie
robić swoje
zaraz
Czy to jest cały czas
jedno i to samo pytanie?

^

$ $ $


Nic tam nie ma


Obudził się z bólem głowy, nigdy wcześniej takiego nie czuł.
Zszedł z łóżka mrucząc pod nosem, było dziwnie cicho, drażniło.
Chyba gdzieś już słyszał tę ciszę.
Coś się wydarzyło – pomyślał.
Tak, Kubie śniły się już takie cisze, były nienaturalne.
- Dobra, jebać to, śniadanko i wyjazd na zewnętrzną.
Niedziela, koło dziesiątej, nigdzie się nie spieszył ale chciał być już gdzie indziej.
Ibuprom, Ibuprom, szklanka wody, herbata, kanapka.
Buty, bluza, klucze.
Zbiegał szybko patrząc pod nogi.
Pchnął gwałtownie drzwi parteru, wybity z rytmu, wylewitował na zewnątrz.
Nie zastał tam nic, poza rozsadzającą ciszą głębszą niż rozszerzająca się przestrzeń.

Nic tam nie ma

To uczucie trwało chwilę, szybko wróciły zmysły.
Wyrównał krok, rozejrzał się.
Jednak jest coś nie tak, o co tu chodzi? – pomyślał.
Pieniądze, potrzebował kasy. Zawsze irytujące.
Właściwie nie umie opisać rzeczywistości, bo nie ma pewności, obraz a dźwięk,
może właśnie dlatego ta cisza.
Nie miał pojęcia dokąd właściwie idzie, wszystko zlało mu się w jedno, szum.
W skrawkach wspomnień zobaczył obraz swojej nieświadomości, niezdecydowania.
O szumach przypomina brak dźwięków.
-Czy smrody miasta są lepsze od smrodów wsi?
- zadał pytanie smród obornika i przetwarzanego kurczaka.
Okręgi, koła, orbity, satelity, poruszamy się wkoło.
Jak daleko trzeba się cofnąć, żeby wiedzieć kiedy się to wszystko zaczęło?
Tylko słońce wydaje jakieś dźwięki w wielkim rezonansowym pudle.
A ludzie? Ludzie są tak istotni i mają taki wpływ jak wszystko w przestrzeni.
Niekontrolowany.
Cisza!

Nic tam nie ma

W zamyśleniu szybko minęła mu droga, był na miejscu.
Pokonał kilka schodków i wszedł do klubu.
W mrocznym wnętrzu zalatywało wczorajszym potem i alkoholem.
Biorę klucze od Tomka i spadam – powiedział pod nosem – nie przepadał za tym miejscem.
Barman Tomek, kolega z podstawówki, zawsze poza kluczami do samochodu dawał mu cukierki,
tak nazywał te szalone tablety.
Kuba chciał ich mieć tyle, żeby starczyły mu na całą drogę, lubił je.
Zamienili kilka słów i wyszedł z klubu, wsiadł do zaparkowanej nieopodal małej furgonetki.
Prowadzenie tego małego busa z napędem na cztery koła sprawiało mu przyjemność.
Podjechał po zapasy, uzupełnił paliwo i wyjechał z miasta.
Nie powiedział Tomkowi,
że bierze samochód na wyprawę z której ani Kuba ani samochód nigdy nie wróci.


^

$ $ $


A tylko


poszedłem nad rzekę
wiał wiatr silnie prosto w twarz
płynęło lał deszcz
most zalany po szczyt wielkiej żelaznej rury
woda rozlewała się w mroku
jasnym zmąconym kolorem
panował hałas
wiatru wody drzew kroków
rozejrzałem się z panoramicznej perspektywy
wciągało
jak myśli codzienności
których dzisiaj nie chciałeś
- las wycięty tutaj, a co z grzybami?
spokój uwięziony w niepokoju
musiałem stamtąd odejść
przez kałuże moknąc

w środku nie ma
kroków drzew wody wiatru
jest codzienności myśli odbicie
mózg nie wie w jakim zamknięty jest słoiku

^

$ $ $


Z głowy żyrafy


obserwuję mrówki
drepczące w życia amoku
Jest coś przyjemnego
w tym z dystansu widoku
Myśl ucieka
Jakie kot ma poczucie czasu
czy wie kiedy wyszedł i wrócił z lasu?
Żeby mi tylko nie przeszkadzali
gdy w koci świat się moja myśl oddali
Halo
Zejdź na ziemię
z jedzeniem przyjechali
Bez odbioru

^

$ $ $


Ciepło


Ogień wciąż muszę podtrzymywać
choć światła już przybywa
Jasność przychodzi pierwsza
ciepło wkracza za nią
powoli zalewając okolicę
Cieszy mnie pora
gdy lody kruszy życie

^

$ $ $


pamięć absolutna


krople deszczu
woda słona
prawda jest tam
rozpuszczona
przeszłość
w sześcianie soli zapisana
zostanie nieodczytana

^

$ $ $


Recykling


Kot zjada ptaka
ptak robaka
Pies kota zjadłby
gdyby go złapał
Zwierz zwierza trawi
i nikt nie płacze
Przyda się nawet
mały ślimaczek
A tylko człowiek
wymyślił sobie
żeby energię
zakopać w grobie

^

$ $ $


***


Jakieś mało ważne jest wszystko teraz
Żaden temat warty poruszania
Pisania ciąg został przerwany
gonitwa myśli zwolniła
Niedosyt w mózgu
jakieś braki
gdzie podziała się chemia
ładunek zapalnik detonator
pstryk klik
nic się nie dzieje
nic nie ma

^

$ $ $


Czas zarazy


zakodowane działanie
zgodnie z planem
precyzyjnie penetruje słabości
kłucie
punkt po punkcie
osłabia samopoczucie
zabije lub nie
mutuje
wirus
najsłabsze ogniwo
organizmu
mózg

^

$ $ $


gaz bojowy


pod rygorem zdychać
bawić się do końca
gonitwa myśli nieustająca
niejeden powie
paniką trąca
ta sytuacja wymagająca
bojowy gaz już rozpylony
rozchodzi się
we wszystkie strony
nie wychodź z domu
bądź przerażony
twój los już dawno
jest przesądzony

^

$ $ $


Workingclass 2021 - workingclass@workingclass.info